Thursday, July 27, 2006

Podroze Artura

Mamy 19-ego. czerwca 2006 może 20-ego? Dokładnie nie wiem. Jestesmy w Dali nad jeziorem Erhai w prowincji Yunan. Grupki chinskich turystόw pakują się na stateczki z blaszanymi dachami powyginanymi na styl chinskich swiątyń. Dodatkowo obsluga ubrana w folklorystyczne stroje aby pasazerowie czuli sie stosunkowo egzotycznie. Autentyzm owych i podobnych wycieczek jest ogόlnie w chinach zupełnie nie ważny. Zachodni turyści natomiast szukaja czegos orginalnego ale prędzej czy poźniej wtopia sie mniej lub więcej zadowoleni w liczne szeregi glodnych wrażeń w zaledwie kilka wolnych dni chinskich urlopowiczόw. Zastanawiam sie czy zrobic rόwnież taki rejs, może jednak nie, albo zabrać sie na łόdke rybacką, połowic ryby. Włanśnie miałem możliwość zobaczyć na prospekcie oferowany mi wypad na łowienie ryb za pomocą kormoranόw. Wędka bylaby chyba lepsza, choć niewątpliwie nie tak ekscytujaca jak ganianie kormorana żeby mi wyciągał ryby z wody.
Nasz czas w chinach dobiega końca i w krόtce jedziemy do Laosu, chyba że Fapon ma malarie. (nie, qwa, Dengue – dodatek Fapon)
Leży biedak znowu w szpitalu pod kroplόwką i lekarz na pytanie ile przepisanych taletek co dziennie powinien zażywac odpowiada może dwie. Wczoraj łόżkowym sąsiadem Fapa był pewien pacjęt, ktόry prawdopodobnie cierpiał na niedobόr nikotyny, bo w jedno ramie wpływała zawartość kroplόwki, drugie zaś trzymało nie mniej ważnego papierosa marki Hong He. Jego kumpel rozwalony na sąsiednim szpitalnym łόżku dotrzymywał mu towarzystwa palac tą samą markę. Ogόlnie w Chinach pali sie wszędzie. Wkażdej jadłodalni czy to przed, po, czy w czasie jedzenia, w windzie, autobusie, toalecie i w każdym innym możliwym i niemożliwym mjejscu.
Siedzę dalej w porcie na koldzie i moi czterej sąsiedzi w tej chwili rόwnoczesnie zapalają papierosy, tym razem nie Hong He a Double Happines. Co tu teraz zrobić? A już wiem, w kieszeni mam Huang Jing Long z groźnym smokiem na opakowaniu.
Moja podroż zaczeła sie jednak mniej spektakularnie. Wylądowałem 21-go maja w zamglonym Szanghaju mając dosyć wysokich szybkosci, zabralem sie autobusem a nie dorobkiem niemieckiej przyszlościowej technologii tzw. Maglew (Transrapid) rozwijajacym 450 Km/h w kierunku miasta. Maglew dostarczył by mnie pod Hostel w 10 Min. Autobus natomiast potrzebował dwie i poł godziny. Mogłem w tym czasie przynajmniej odespać lot i od odległego miejsca gdzieś w Szanghaju, gdzie mnie wysadził, bylo mi dane tę pόłtora godziny na piechotę na dotarcie do hostelu poświęcić na powierzchowne zwiedzanie miasta. Maglew awiec nastepnym razem.
Szanghaj niewątpliwie chlubi sie licznymi wieżowcami, todziełąż drapaczami chmur. Pomijając stare miasto i pofrancuską koncesję miasto patrząc turystycznie można ograniczyć do promenady wzdloż rzeki Huang Po, gdzie po wschodzie słańca jak na większości póblicznych miejsc w Chinach starsze państwo sie gimnastykuje, uprawia Taiczi czy walczy z latawcami bąć usiłuje biegać tyłem. W Szanghaju cały ten obraz uzupełnia zachodnie mlodsze panstwo, ktόre swόj dzienny stres zwiazany ze światowym nadzwyczaj prestiżowym biznesem zaczyna od porannego joggingu. Owa promenada (Bund) to nie tylko zlot dbających o zdrowie rankiem; a usiłujących sprzedać wszelki chlam i uciekających przed policją sprzedawcόw kiebasek i tych co nie chcą tego wszystkiego kupic wieczorem. Bund to przedewszystkim mjejsce z ktόrego można na kolonialne budynki z lat 20-tych, pełnomorslkie statki na rzece no i na spektakularną skyline w dzielnicy Pudong popatrzeć.


Artur


(niestety juz nas opuscil - chyba wkracza w powazny, zwiazany z obowiazkami okres zycia - Les)

Saturday, May 27, 2006

Z Pekinu do Shanghaiu

Cze!

W Pekinie zostalismy cale 9 dni, miasto jest na tyle interesujace, ze mozna by zostac dluzej. Problem w tym, ze Chiny to panstwo niemale, a inne rejony tez chce sie zobaczyc. Z Pekinu pojechalismy do Qingdao, starej niemieckiej koncesji, miasta polozonego nad Morzem Zoltym. Miasto jest dosyc ciekawe, mieszanka nowej chinskiej architektury z starymi, niemieckimi budynkami. Z Qingdao postanowilismy pojechac to Taian i wejsc na swieta daoistyczna gore Taishan. Podejscie jest na tyle ciekawe, iz cala droge wchodzi sie schodami, ktore zostaly zbudowane dla cesarza, aby ten wchodzac na gore, nie zbrudzil sobie nog. No i oczywiscie wchodzi sie razem z masa pielgrzymow i turystow. Z Taianu wybralismy sie do Qufu. Cale stare miasto jest ogrodzone murem i fosa, podobno polowa mieszkancow tego miasta uwaza sie za potomkow Konfucjusza, ktory w tym miescie nauczal. Nastepny postoj zrobilismy w Shaolin, klasztor jest chyba jednym z lepszych, ktore widzielismy, no i oczywiscie szkoly Kung Fu, jest ich po prostu masa. Z Shaolin pojechalismy dalej do Nanjing, gdzie spotkalismy sie z Arturem. Miasto jest takie sobie, jedne z wiekszych w Chinach, wiec zyje w nim prawdopodobnie wiecej niz 10 milionow ludzi. Ciekawa jest historia tego miasta, bylo ono stolica Chin przez dluzszy okres czasu, nawet w 20 wieku. W 1937 japonczycy, ktorzy okupowali Chiny, zamordowali w tym miescie 300 tysiecy Chinczykow / czesto czyta sie o holokauscie w Nanjing. Wczoraj wieczorem przybylismy do Shanghaiu i jak na razie zbieramy wrazenia.

pozdrawiam

Les

Friday, May 12, 2006

Pekin

Pozdrawiam!

Przejazd z Ulan Bator do Pekinu byl jak najbardziej ciekawy. Z UB do granicy jechalismy oczywiscie najtanszym pociagiem. Przyzwyczajeni do rosyjskiego porzadku wsiedlismy do pociagu piec minut przed jego odjazdem. Wchodzimy do wagonu, a tutaj przejsc nie mozna, wiec o naszych "zarezerwowanych" miejscach moglismy zapomniec. Spalismy na trzecim pietrze, ktore w sumie jest przeznaczone na bagaz. Bylo troche twardo, ale lepjej tak, niz w ogole nie spac. Na granicy zlapalismy spalny autobus do Pekinu, autobus po prostu cudo, zamiast siedzen - lozka, tak mozna podrozowac:-).
Pzejscie graniczne bylo zapchane drobnymi handlarzami z Mongolii, takie kolejki przedstawiam sobie, kiedy kombinuje mysli o dostawie kielbasy i socjalizmie w Polsce. N kazdym kroku obelgi, ze nie stoimy w tej kolejce, w ktorej sie nalezy, i to w kazdym jezyku. W koncu chinski porzadkowy zrozumial, ze nie jestesmy stworzeni do tego typu porzadku, zlitowal sie, i kazal nam przejsc na sam poczatek kolejki. Gdyby slowa i wzroki stojacych w kolejce Mongolczykow mogly zabijac, Pekinu bysmy prawdopodobnie nie zobaczyli.
Pekin, miasto jest niesamowite, myslalem, ze szerokie drogi sa w Moskwie, dokladnie nie mierzylem:-), ale wydaje mi sie, ze bije Moskwe na odleglosc. Pierwsze miejsce, w ktore sie prawdopodobnie kazdy turysta udaje, to Tian'anmen. Byl po prostu zaludniony, i to o 8 rano. Co podpada jako pierwsze, wszedzie jest mnostwo ludzi, nie zaleznie od pory dnia, pogody lub miesjca, w ktorym sie jako obcy przebywa, wszedzie mnostwo czyms sie zajmujacych ludzi. Robi to wrazenie wiecznej, w sumie juz pod pewnym wzgledem eksesywnej konsumpcji, handlu, przemieszczania sie, wszystko jest wiecznie w ruchu. Z drugiej strony mieszanka nowego Pekinu, oszklonych wiezowcow, centrow handlowych, deptakow z sklepami sprzedajacymi markowe zeczy a z drugiej hutongi, stare, czesto rozwalajace sie stare domy, stare dzielnice, i to tylko pare metrow od siebie.

Pozdrowienia z Pekinu

Les

Tuesday, May 02, 2006

Mongolia

Czolem wszystkim!

Juz ponad tydzien siedzimy w Mongolii. Najpierw odpoczelismy dwa dni w hostelu, pozniej wybralismy sie na 5-dniowa wycieczke po centralnej Mongolii. Coz to wiele gadac, Mongolia to frajda dla ludzi, ktorzy lubia niewyasfaltowane drogi, ogromne, bezludne przestrzenie, jazde konna itd. Bez jeepa daleko sie nie zajedzie, a jezeli ktos narzeka na drogi w Polsce, to po wycieczce do Mongolii poczuje sie w domu jak w raju. Zwiedzilismy Great White Lake, Tsetserleg, Karakorum i pare innych miejsc. Jakby to kolega Stalin powiedzial: full wypas. Luki jak siadl na konia to sie dowiedzial, ze mongolskie konie po angielsku niestety nie rozumieja. Horse, go! go! , a kon nic. No coz, mongolskie konie angielskiego sie nie uczyly. Za kazdym razem, jak mam ten obraz przed oczami, to naprawde musze sie usmiac.
Teraz odpoczywamy do jutra w Ulan Bator, a jutro spadamy do Chin, mamy bilet tylko do granicy, wiec przejazd powinien byc bardzo ciekawy.

Pozdrawiam

Les

Tuesday, April 25, 2006

Na wschod od Moskwy

Cze wszystkim!

A wiec, dlugo po polsku niczego sie nie pisalo, sorry, prosimy o wybaczenie. Postaramy sie poleprzyc. Z Moskwy wsiedlismy do pociagu do Czeljabinska, stolicy poludniowego Uralu, mam tam paru dobrych znajomych. Nocowalismy u hindusa, ktory jest na wymianie z AIESEC (studencka organizacja). Bylo ciekawie, mala imprezka, poznalo sie nowych ludzi. Po dwoch dniach pojechalismy z Czeljabinska do Ekaterinburga, stolicy Uralu (nastepna stolica :-))i wsiedlismy do pociagu do Irkutska. Z Moskwy do Czeljabinska jechalismy tylko 40 godzin, ta trasa okazala sie troche dluzsza, tylko 56 godzin w kawalku. W koncu dotarlismy do wedlug LonelyPlanet Paryza Syberii. To z tym Paryzem, to, ostroznie powiedziane, lekka przesada, miasto takie sobie. Moze zima albo latem jest atraktywniejsze, ale wiosna takie sobie a i internet nie tani. W Irkutsku najlepjej wsiasc do Autobusu do Listvianki, aby zobaczyc Baikal. To jezioro to luksik. Wydaje mi sie, ze obojetnie, czy jest sie tam zima czy latem, czysty wypas. Woda zamarza na poczatku stycznia, lod schodzi dopiero w maju, wiec klimat jest dosyc ciekawy. Chodzenie po zamarznietym Baikale to frajda niezapomniana, mozna tylko polecic. Sloneczko pali, czlowiek chodzi sobie po lodzie a wieczorem grzeje sie przy piwku w banji. Tak mozna zyc :-)

Wednesday, April 12, 2006

Moskwa

Z Talina pojechalismy autobusem do Petersburga, przejscie nawet spoko, nie bylo stresu, tylko Luki sie caly czas wiercil w autobusie i nie mogl zasnac. W Petersburgu bylo ciekawie, tyle ze znalo sie juz to miasto, bylismy tam z Lukim w 1999. W sumie nie zmienilo sie wiele, chociaz podobno na 300-lecie zainwestowali kupe kasy, aby pokazac sie swiatu. Moskwa to juz inny pokroj, wysiadasz z pociagu i od razu odczuwa sie jej wielkosc, szerokie ulice, wysokie, potezne domy, pelno drogich samochodow na ulicy. Po prostu panstwo w panstwie. Fajnego kontrastu dostalismy, jak pojechalismy do Wyborga na granicy z Finlandia. Wydaje sie, jakby sie wszystko rozpadalo. Zobaczymy, jak bedzie dalej. Dzisiaj ruszamy dalej w kierunku Azji.

nara

Les

Friday, April 07, 2006

Jestesmy w Talinie!

Czolem wszystkim!

Dzisiaj rano dojechalismy do Talina, droga wiodla nas z Kozla przez Krakow i Wilno do Rygi. Jak na razie nocowalismy tylko we Wilnie, jeden nocleg z Anglikiem, ktory zanudzal Bossa na maksa. W Rydze spedzilismy wieczor i o 3 nad ranem ruszylismy do Talina. Dzisiaj o 23 mamy autobus do St.Petersburga, powinnismy byc gdzies okolo 8 na miejscu. Teraz siedzimy w ciekawej knajpce, piejemy Guinnessa i pracujemy na kompie. Chyba jeszcze nie minal dzien, kiedy nie pilem piwa - to oznacza byc w drodze z Bossem, mam nadzieje, ze moj zoladek sie do tego przyzwyczaji.
Przy pierwszej mozliwosci zaladujemy pare zdjec do albumu, jak na razie zawsze zapominamy kabla do aparatu.

nara

Les