Saturday, May 27, 2006

Z Pekinu do Shanghaiu

Cze!

W Pekinie zostalismy cale 9 dni, miasto jest na tyle interesujace, ze mozna by zostac dluzej. Problem w tym, ze Chiny to panstwo niemale, a inne rejony tez chce sie zobaczyc. Z Pekinu pojechalismy do Qingdao, starej niemieckiej koncesji, miasta polozonego nad Morzem Zoltym. Miasto jest dosyc ciekawe, mieszanka nowej chinskiej architektury z starymi, niemieckimi budynkami. Z Qingdao postanowilismy pojechac to Taian i wejsc na swieta daoistyczna gore Taishan. Podejscie jest na tyle ciekawe, iz cala droge wchodzi sie schodami, ktore zostaly zbudowane dla cesarza, aby ten wchodzac na gore, nie zbrudzil sobie nog. No i oczywiscie wchodzi sie razem z masa pielgrzymow i turystow. Z Taianu wybralismy sie do Qufu. Cale stare miasto jest ogrodzone murem i fosa, podobno polowa mieszkancow tego miasta uwaza sie za potomkow Konfucjusza, ktory w tym miescie nauczal. Nastepny postoj zrobilismy w Shaolin, klasztor jest chyba jednym z lepszych, ktore widzielismy, no i oczywiscie szkoly Kung Fu, jest ich po prostu masa. Z Shaolin pojechalismy dalej do Nanjing, gdzie spotkalismy sie z Arturem. Miasto jest takie sobie, jedne z wiekszych w Chinach, wiec zyje w nim prawdopodobnie wiecej niz 10 milionow ludzi. Ciekawa jest historia tego miasta, bylo ono stolica Chin przez dluzszy okres czasu, nawet w 20 wieku. W 1937 japonczycy, ktorzy okupowali Chiny, zamordowali w tym miescie 300 tysiecy Chinczykow / czesto czyta sie o holokauscie w Nanjing. Wczoraj wieczorem przybylismy do Shanghaiu i jak na razie zbieramy wrazenia.

pozdrawiam

Les

Friday, May 12, 2006

Pekin

Pozdrawiam!

Przejazd z Ulan Bator do Pekinu byl jak najbardziej ciekawy. Z UB do granicy jechalismy oczywiscie najtanszym pociagiem. Przyzwyczajeni do rosyjskiego porzadku wsiedlismy do pociagu piec minut przed jego odjazdem. Wchodzimy do wagonu, a tutaj przejsc nie mozna, wiec o naszych "zarezerwowanych" miejscach moglismy zapomniec. Spalismy na trzecim pietrze, ktore w sumie jest przeznaczone na bagaz. Bylo troche twardo, ale lepjej tak, niz w ogole nie spac. Na granicy zlapalismy spalny autobus do Pekinu, autobus po prostu cudo, zamiast siedzen - lozka, tak mozna podrozowac:-).
Pzejscie graniczne bylo zapchane drobnymi handlarzami z Mongolii, takie kolejki przedstawiam sobie, kiedy kombinuje mysli o dostawie kielbasy i socjalizmie w Polsce. N kazdym kroku obelgi, ze nie stoimy w tej kolejce, w ktorej sie nalezy, i to w kazdym jezyku. W koncu chinski porzadkowy zrozumial, ze nie jestesmy stworzeni do tego typu porzadku, zlitowal sie, i kazal nam przejsc na sam poczatek kolejki. Gdyby slowa i wzroki stojacych w kolejce Mongolczykow mogly zabijac, Pekinu bysmy prawdopodobnie nie zobaczyli.
Pekin, miasto jest niesamowite, myslalem, ze szerokie drogi sa w Moskwie, dokladnie nie mierzylem:-), ale wydaje mi sie, ze bije Moskwe na odleglosc. Pierwsze miejsce, w ktore sie prawdopodobnie kazdy turysta udaje, to Tian'anmen. Byl po prostu zaludniony, i to o 8 rano. Co podpada jako pierwsze, wszedzie jest mnostwo ludzi, nie zaleznie od pory dnia, pogody lub miesjca, w ktorym sie jako obcy przebywa, wszedzie mnostwo czyms sie zajmujacych ludzi. Robi to wrazenie wiecznej, w sumie juz pod pewnym wzgledem eksesywnej konsumpcji, handlu, przemieszczania sie, wszystko jest wiecznie w ruchu. Z drugiej strony mieszanka nowego Pekinu, oszklonych wiezowcow, centrow handlowych, deptakow z sklepami sprzedajacymi markowe zeczy a z drugiej hutongi, stare, czesto rozwalajace sie stare domy, stare dzielnice, i to tylko pare metrow od siebie.

Pozdrowienia z Pekinu

Les

Tuesday, May 02, 2006

Mongolia

Czolem wszystkim!

Juz ponad tydzien siedzimy w Mongolii. Najpierw odpoczelismy dwa dni w hostelu, pozniej wybralismy sie na 5-dniowa wycieczke po centralnej Mongolii. Coz to wiele gadac, Mongolia to frajda dla ludzi, ktorzy lubia niewyasfaltowane drogi, ogromne, bezludne przestrzenie, jazde konna itd. Bez jeepa daleko sie nie zajedzie, a jezeli ktos narzeka na drogi w Polsce, to po wycieczce do Mongolii poczuje sie w domu jak w raju. Zwiedzilismy Great White Lake, Tsetserleg, Karakorum i pare innych miejsc. Jakby to kolega Stalin powiedzial: full wypas. Luki jak siadl na konia to sie dowiedzial, ze mongolskie konie po angielsku niestety nie rozumieja. Horse, go! go! , a kon nic. No coz, mongolskie konie angielskiego sie nie uczyly. Za kazdym razem, jak mam ten obraz przed oczami, to naprawde musze sie usmiac.
Teraz odpoczywamy do jutra w Ulan Bator, a jutro spadamy do Chin, mamy bilet tylko do granicy, wiec przejazd powinien byc bardzo ciekawy.

Pozdrawiam

Les